Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżówka. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 stycznia 2017

"Droga do Misty" Joss Stirling




Myśleliście kiedyś nad tym, jakie kryteria musiałby dla Was spełniać młodzieżówka idealna? Zapewne tak. Jestem przekonana, że gdy o niej myślicie pierwsze słowo jakie przyjdzie Wam do głowy to "oryginalna". Zaraz później stwierdzicie, że dobrze by było, gdyby miłość bohaterów nie odgrywała głównej roli, a była jedynie jednym z kilku wątków. Oczywiście nie zapominajmy też o tym, że powinni być oni dobrze wykreowani, nie powinni bać się walczyć o swoje, a przy okazji przydałoby się, gdyby budzili naszą sympatię. Ale tak naprawdę, czy to ważne? Czy jeśli dostaniecie do swoich rąk książkę, która nie pasuje do Waszego ideału, ale jednak ma w sobie to "coś"? Odpowiedź jest prosta. Zakochacie się bez reszty!

Dziś chciałabym Wam przedstawić pozycję, która nie pasowała do mojego ideału, ale dzięki której spędziłam wspaniałe pięć godzin na czytaniu, a kolejny tydzień na życiu z ogromnym kacem książkowym. Książka ta, jak zapewne zauważyliście po tytule posta, nosi tytuł Droga do Misty. Jest to czwarty tom serii o braciach Benedictach, której autorka - Joss Stirling zawdzięcza popularność.


Opowiada ona o tytułowej Misty, szesnastoletniej sawantce, która została obdarzona "darem" prawdy. Jest on na tyle niefortunny, że dziewczyna nie może kłamać, przez co nagminnie pakuje się w tarapaty. Nasza bohaterka wyjeżdża do RPA, gdzie spotyka Alexa. Chłopak jest bardzo przystojny, pewny siebie i inteligentny. Misty postanawia trzymać się od niego z daleka, bojąc się, że jej dar prawdy może tylko zaszkodzić i wywołać kolejną katastrofę "w stylu Misty". W tym samym czasie na całą sawancką społeczność pada strach. Pewien seryjny morderca poluje na młodych, niedoświadczonych sawantów. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że wkrótce znów zaatakuje.

Droga do Misty jest młodzieżówką, nie mogę zaprzeczyć, ale zdecydowanie należy jej się o wiele więcej uwagi, niż większości książek tego gatunku. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na piękną okładkę (wiem, że środek jest ważniejszy, ale sami popatrzcie na to cudo). Dumnie stoi na mojej biblioteczce, a ja już od kilku dni nie mogę się na nią napatrzeć. Skoro jesteśmy już przy walorach estetycznych, to muszę wspomnieć o środku, który także zachęca do czytania. Piękne oprawy każdego rozdziału, a także czcionka, która jest estetyczna i ułatwia czytanie. Nic tylko brać i zapoznać się z treścią!

Na początku muszę Wam przyznać, że nigdy nie spotkałam się z tak oryginalną serią, jak cykl o braciach Benedictach. Sam pomysł na książki był bardzo dobry, a samo wykonanie, w moich oczach, urasta do rangi arcydzieła gatunku Young Adult.

Droga do Misty jest bardzo lekka i przyjemna, na co ogromny wpływ ma styl Joss Stirling. W niektórych momentach śmiałam się do rozpuku, w innych zagryzałam zęby w stresie, a w kolejnych uśmiechałam się jak głupek. Pióro autorki sprawia, że przez tą książkę się płynie, a strony wprost rozpływają się. Koniec lektury następuje za szybko i moim zdaniem książka powinna być trzy razy dłuższa. Może wtedy, nie płakałabym tak bardzo nad skończeniem jej w tak krótkim czasie.


Wszyscy bohaterowie, których wykreowała autorka są idealni. Nie mam pojęcia jak mogę przekazać Wam, jak bardzo ich kocham. Każdy z nich jest jedyny w swoim rodzaju i na swój własny sposób wyjątkowy. Skupiając się na głównej dwójce - Alexie i Misty, możemy dostrzec doskonale dobraną parę. Misty jest fantastyczną dziewczyną, która za swoich bliskich jest w stanie oddać życie. Przez swój dar jest szczera do bólu i prostolinijna, co powoduje, że pakuje się w coraz to nowe kłopoty, które postronnego obserwatora bardzo bawią. Alex natomiast jest chłopakiem orkiestrą. Przystojny, inteligentny, z poczuciem humoru i pewnością siebie, który jest gotów zatroszczyć się o każdego. Czy muszę coś jeszcze dodawać? Mam nadzieję, że nie.

Cała historia oparta jest na niesamowitej więzi łączącej dwójkę głównych bohaterów. Jednak nie spodziewajcie się, że ich miłość będzie zakwitała przez trzysta stron, będzie przepełniona intrygami i niedopowiedzianymi zdaniami. Jedną z najlepszych rzeczy w tej książce jest właśnie to, że bohaterowie wiążą się ze sobą bardzo szybko, bez żadnych ceregieli. Cała ich historia przedstawiona jest na stu stronach, po czym ustępuje miejsca właściwej akcji. Nie jest to typowa młodzieżówka, gdzie bohaterowie całą książkę decydują się, czy być razem, czy nie. Zasługuje to na moje ogromne ukłony w stronę autorki.



Muszę przyznać, że lektura trzyma w napięciu i jest warta każdej sekundy, którą nad nią spędzicie. Akcja jest budowana stopniowo i w miarę jak się rozpędza staje się coraz ciekawsza. Mimo, że opiera się ona na miłości bohaterów, to nie mogę powiedzieć, że kręci się tylko wokół niej. Cała historia jest dogłębnie przemyślana i fenomenalnie przedstawiona, co sprawia , iż ciągle chcemy więcej i więcej.

Podsumowując tę przeogromną recenzję, musicie sięgnąć po Drogę do Misty. Nie dość, że oryginalna i ciekawa, to na dodatek ma wspaniale wykreowanych bohaterów, których nie da się nie kochać. Jest ona zdecydowanie najlepszą książką na odstresowanie jaką znam, więc sięgajcie po nią czym prędzej!

★★★★★

Cykl o braciach Benedictach
Kim jesteś, Sky? | Jak cię wykraść, Phoenix? | Znajdę Cię, Crystal | Droga do Misty | Angel Dares | Summer Shadows
Udostępnij:

środa, 4 stycznia 2017

"Szeptem" Becca Fitzpatrick



Przychodzę dziś do Was z recenzją książki Szeptem, która jest pierwszym tomem serii noszącej ten sam tytuł. Sięgnęłam po nią, ponieważ ostatnio miałam ogromną ochotę na młodzieżówkę z wątkami paranormalnymi. Tak się złożyło, że całą serię dostałam na święta, więc mogłam od razu zabrać się do czytania.

Szeptem opowiada o historii szesnastoletniej Nory, której świat wywraca się do góry nogami. Dziewczyna poznaje Patcha - tajemniczego i bardzo przystojnego upadłego anioła. Gdy tylko ich znajomość zostaje zawarta w jej życiu zaczynają dziać się różne rzeczy, których nie sposób logicznie wyjaśnić. Chyba że ktoś wie, że na świecie żyją Upadłe Anioły, które toczą wojnę z Nieśmiertelnymi.

Książka bardzo dobrze się zapowiadała, ale nie miałam co do niej większych oczekiwań. Chciałam się tylko odstresować i zatracić w ciekawej historii. Becca Fitzpatrick w pierwszym tomie serii Szeptem pozwala nam na poznanie paranormalnej strony świata. Objaśnia prawa i zasady tam panujące, a przy okazji cały czas zaskakuje nas wartką akcją. Nie spodziewajcie się tu jednak specjalnych fajerwerków, ponieważ głównym tematem jest kiełkująca miłość Nory i Patcha.


Główni bohaterowie budzili moją sympatię, jednak byli bardzo szablonowi. Patch, upadły anioł, który jest w stanie dla miłości zrobić wszystko, zawsze znajduje rozwiązanie każdego problemu i nie boi się niczego jest typowym bohaterem YA. Natomiast Nora jest biedną, nieporadną dziewczyną, która nie jest w stanie zrobić nic bez pomocy ukochanego. Brzmi znajomo? Oczywiście, że tak. Nie ma sensu rozpisywać się o jakichkolwiek innych cechach naszej pary, ponieważ każdy zna typowych bohaterów młodzieżówek i sam potrafi sobie wyobrazić tę dwójkę. Cała reszta bohaterów także powielała schematy, co działało na mnie trochę odstraszająco. Jednak mimo wszechogarniającej kopii, muszę przyznać, że nie byli oni źle wykreowani, a spędzenie z nimi trzech godzin mojego życia było naprawdę przyjemne.

Cała książka nadrabiała historią, która okazała się dość interesująca. Początek zapowiadał dość nudną i nużącą lekturę, ale okazał się tylko ciszą przed burzą. Im dalej zagłębiałam się w książkę, tym bardziej byłam zaciekawiona rozwinięcia i zakończenia akcji. Stopniowe budowanie napięcia sprawiło, że nie mogłam doczekać się punktu kulminacyjnego, a cała książka wydawała się jeszcze bardziej atrakcyjna, Nie mogę powiedzieć, że jest to oryginalna i nietuzinkowa historia, której nigdy nikt nie opublikował, ale była ona ciekawa, ponieważ na trzystu stronach skumulowało się naprawdę dużo wydarzeń. Sprawiło to, że czas spędzony na czytaniu okazał się wart każdej sekundy.


Podsumowując, Szeptem jest bardzo lekką lekturą, która odstresuje i pozwoli przyjemnie spędzić czas. Mimo, że w książce pojawia się kilka schematów, to nie jest ona całkowitą kopią innych młodzieżówek. Akcja jest wartka, a ilość wydarzeń tak duża, że nie pozwala nam się nudzić. Jeśli macie ochotę się odstresować i spędzić czas na czymś niespecjalnie wymagającym, ale ciekawym, to koniecznie sięgnijcie po Szeptem.

★★★★☆
 
Seria Szeptem:
Szeptem | Crescendo | Cisza | Finale
Udostępnij:

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Blogmas#4 Podaruj mi miłość - "Północ" Rainbow Rowell


★★★★★

Witajcie! Z okazji zbliżających się świąt postanowiłam sięgnąć po książkę, dzięki której poczuję tę cudowną atmosferę Bożego Narodzenia. "Podaruj mi miłość" to idealna towarzyszka zimowych wieczorów. 12 opowiadań o miłość autorstwa między innymi Rainbow Rowell, Gayla Formana oraz Davida Levithana podbiło moje serce już w poprzednie święta, lecz teraz, w ramach naszego odliczania postanowiłam wam przybliżyć te wszystkie cudowne historię. 

***
Zacznę oczywiście od Północy, autorstwa dobrze nam znanej Rainbow Rowell. Było to moje pierwsze opowiadanie, więc miałam co do niego bardzo wysokie oczekiwania. Z wielką radością przyznaję, iż autorka stworzyła swoje cudowne, idealne, małe świąteczne dzieło. Pomimo, iż opowieść nie dzieje się w czasie wigilii, lecz w Nowy rok (a właściwie opowiada o 4 początkach Nowego Roku) to idealnie pasuję do tego zbioru opowiadań. Dzięki niezbyt rozbudowanej i skomplikowanej fabule historia, która została zawarta w dokładnie 24 stronach powala na kolana, ponieważ jest jasna, prosta, a przy tym wyjątkowa.

Jak wspominałam historia opowiada o 4 początkach Nowego Roku. Podczas pierwszej sylwestrowej imprezy nasi bohaterowie poznają się, a później szybko zostają przyjaciółmi. Następne lata ukazują nam, jak rozwija się ich przyjaźń. Zaczynamy również domyślać się, iż Mags czuję do Noela coś więcej. Czy on również odwzajemni jej uczucie i tym razem swój sylwestrowy pocałunek podaruję właśnie jej? 

Historia była wspaniała do tego stopni, że czytałam ją kilka razy i za każdym była równie wciągająca i wzruszająca. Dawno nie utożsamiałam się z główną bohaterką tak bardzo, jak w tym przypadku. Nie było to spowodowane podobną sytuacją życiową, lecz zdolnością autorki do wręcz cudownego opisania uczuć i myśli. Przedstawiła życie Mags, tak jak widziała je ona sama co dało nam możliwość zrozumienia jej i przeżywania razem z nią zawodów i radości.

Mam nadzieję, że sięgniecie po tą krótką, ale jakże klimatyczną opowieść. Sama zastanawiam się, czy z okazji świąt nie umieścić na naszym blogu takiej krótkiej świątecznej historii mojego autorstwa. Dajcie znać, czy bylibyście zainteresowani czymś takim, ponieważ moje opowiadania jeszcze nigdy nie ujrzały światła dziennego ;) Do następnego Blogmasa, Nox.




Udostępnij:

sobota, 3 grudnia 2016

Blogmas#3 - "Zostań, jeśli kochasz" Gayle Forman


Przyznam się, iż postanowiłam zabrać się za tę książkę dopiero po ukazaniu się filmu (oczywiście z ekranizacją zapoznałam się dopiero po lekturze). Wiedząc, iż nie jest to jedna z dłuższych opowieści postanowiłam przeznaczyć na nią jeden wieczór, co okazało się być zupełnie wystarczające. Mogę z czystym sumieniem zaliczyć ją do książek, które czyta się przyjemnie, lecz nie pozostają z nami na dłużej. Główna bohaterka, Mia, nie zagościła w moim sercu na stałe. Zostań, jeśli kochasz poruszyło mnie i wciągnęło, ale nic poza tym.

Cała akcja książki rozgrywa się w ciągu zaledwie 24 godzin. To z pewnością bardzo utrudnia zadanie autorowi, jednak Gayle Forman podołał temu zadaniu. Dodatkowo uczynił z tego największy atut swojej powieści. W ciągu tych 24 godzin dzieję się niezwykle dużo, jak również niezwykle mało. Stopniowo dzięki wspomnieniom głównej bohaterki poznajemy historię jej życia. Widzimy, jak cały jej poukładany, szczęśliwy i prawie idealny świat w jednej chwili się rozsypuję. Czujemy wszystkie uczucia, które towarzyszą Mii podczas rozpamiętywaniu przeszłości i prób stawiania czoła teraźniejszości. 

Najprawdopodobniej nie jest to jedna z moich ulubionych książek, ponieważ zupełnie nie polubiłam głównej bohaterki. Nie pałałam do niej nienawiścią, lecz prawie zupełnie nie mogłam jej zrozumieć. Oczywiście nie chodzi mi o ból, który odczuwała po stracie bliskich, lecz bardziej o życiowe wybory, niepewność oraz sposób bycia. Nie była osobą, z którą chciałabym się zaprzyjaźnić. Niestety czasami trafiamy na takich bohaterów :) 

Ze względu na to, że jedyny minus jest wywołany faktem, iż zwyczajnie nie polubiłam się z główną bohaterką to książka zasługuję na mocną 4! Jest przyjemną lekturą, która pozwala na chwilę zapomnieć o naszym świecie. Niektórych może skłonić do refleksji nad ulotnością życia i przypomni, aby doceniać każdą daną nam minutę, ponieważ nie wiadomo, kiedy przyjdzie na nas czas, lub kiedy możemy kogoś stracić. Dlatego powinniśmy cieszyć się z tego, co mamy i dostrzegać w tym piękno. 

Jeśli czytaliście Zostań, jeśli kochasz to koniecznie podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach. Do następnego Blogmasa, Nox!

 ★★★★☆

Udostępnij:

niedziela, 20 listopada 2016

"Eleonora i Park" - Rainbow Rowell




Była to moja pierwsza książka Rainbow Rowell i sięgając po nią nie miałam zielonego pojęcia co znajdę w środku. Nie sądziłam, że przeczytam ją na jednym wdechu. Ta historia nie tylko jest inna, ona jest prawdziwa. Nie znajdziemy tu głównej bohaterki, która jest najpiękniejszą dziewczyną w szkole. Chłopak nie okaże się popularnym przystojnym rozgrywającym, który ma wokół siebie wianuszek dziewczyn, ale one go nie interesują, bo widzi tylko naszą nieśmiałą i piękną bohaterkę. Nie! Nasza główna bohaterka jest rudowłosą, lekko pełniejszą piegowatą dziewczyną, która nigdzie nie potrafi się odnaleźć. Niespodziewanie nie wpada w oko najprzystojniejszemu chłopakowi, lecz zwykłemu, cichemu Parkowi. To czyni historie prawdziwa i co za tym idzie wciągającą.


Eleonora wzbudziła we mnie wiele pozytywnych emocji. Potrafiłam wczuć się w jej sytuację rodzinną, jak również szkolną. Nie jest to spowodowane podobnymi doświadczeniami, lecz umiejętnościom Rowell. Potrafi ona doskonale przedstawiać uczucia bohaterów. Dzięki temu, podczas czytania możemy na chwilę stać się rudowłosą Eleonorą z jej nieśmiałością i brakiem pewności siebie lub zaczytanym w komikasach Parkiem.

Czytając "Eleonorę i Parka" byłam również pod wrażeniem tego, jak Rowell przedstawiła miłość naszej dwójki. Była to idealnie odzwierciedlona, typowa miłość nastolatków. Nie wszystko było proste, tak jak w innych książkach. Autorka ukazała prawdziwe drobne wyzwania, z którymi mierzą się młodzi ludzie. Między innymi stres podczas pierwszych spotkań z rodzicami naszego ukochanego, niezręczny pierwszy pocałunek lub poskromienie pojawiającej się wzajemnej fascynacji i pożądania.

Czytając tą książkę byłam bardzo miło zaskoczona, iż nie jest to kolejna płytka historia o miłości, ponieważ nie tylko ona jest tutaj ważna. Wszystkie wątki są równie ciekawe, a przeplatając się tworzą cudowną opowieść, która urzeka swoją wyjątkowością. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że dawno nie czytałam tak idealnej książki. Mam nadzieję, że wy również po nią sięgnięcie, a jeśli już to zrobiliście to zachęcam do podzielenia się waszymi wrażeniami w komentarzach. :) 


Udostępnij:

poniedziałek, 31 października 2016

"Hopeless" - Colleen Hoover

★★★★★


 W końcu postanowiłam przedstawić wam moją perełkę, moją miłość, moje kochanie książkowe. To właśnie po tej lekturze Colleen Hoover podbiła moje serce i stała się jedną z moich ulubionych autorek. Muszę was jednak uprzedzić że w jej książkach albo się zakochacie, albo je znienawidzicie i nie będziecie w stanie ich czytać.

Hopeless urzekła mnie ze względu na swój niesamowity klimat. Nie jest to typowy oklepany romans. Ma w sobie "to coś" czego nie ma żadna inna. Jest  oryginalna i nieprzewidywalna. Zdaję sobie sprawę, że takimi banalnymi testami są przesączone prawie wszystkie recenzję, ale te epitety bezbłędnie opisują Hopeless.

Książka jest napisana w formie dziennika naszej głównej bohaterki Sky. Czytając ją mamy wrażenie, że przeżywamy 2 historie: młodzieńczej miłości oraz tajemniczych wspomnień dziewczyny, z okresu dzieciństwa. Chcąc zrozumieć całą książkę oraz sens miłości naszej dwójki musimy wraz ze Sky odkryć prawdę o jej przeszłości. Ciągła niepewność sprawia, że nie możemy oderwać się od książki. Jej historia dosłownie nas pochłania, a kiedy przeczytamy ostatnie zdanie i odłożymy ją na półkę będziemy szczęśliwi, smutni, zdruzgotani, zestresowani, spokojni... będziemy kompletnie wyciśnięci z emocji, a nasze serce pozostanie przy Holderze i Sky.


Podczas czytania nie mogłam powstrzymać się od drobnych notatek na marginesach, żeby wyładować swoją złość na bohaterów, lub okazać radość. W ten sposób w moim egzemplarzu można znaleźć teksty w stylu: "A teraz wchodzę do książki i ich wszystkich zabijam" lub "Kocham Cię, tylko nie przestawaj", po czym stronę dalej: "Przestałeś... zginiesz, już Cię nie lubię. Nawet nie próbuj mnie przepraszać". Był to jedyny sposób na wyładowanie emocji, którymi byłam przesiąknięta podczas tej lektury. Sami widzicie, że żyłam tą książką i bardziej interesowało mnie co stanie się w następnym rozdziale niż fakt, że jeśli w tym momencie się nie położę to będę spała mniej niż 3 godziny.


Jedynym minusem tej książki jest... okładka. Zdaję sobie sprawę, że nie ocenia się książki po okładce, ale jednak każdy lubi ładne opakowania z jeszcze ładniejszą zawartością. Sam pomysł na umieszczenie takiego zdjęcia był bardzo dobry, ponieważ jasno daje nam do zrozumienia, że w środku znajdziemy opowieść o miłości. Dodatkowo uczucie, którym jest przesiąknięte, czyli troska, odgrywa w tej historii bardzo ważną rolę. Pomimo tych zalet uważam, że angielska okładkę jest zdecydowanie ładniejsza. Nie jest tak ckliwa, jak jej polska odpowiedniczka, co czyni ją zwyczajnie przyjemniejszą dla oka.

Hopeless całkowicie mną owładnęła, więc po jej skończeniu czułam ogromną pustkę i ból. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Na szczęście moja ukochana Colleen Hoover stworzyła tom II, czyli Losing Hope. Oczywiście musiałam dostać ją w swoje łapki, więc po kupieniu jej w dniu premiery wróciłam do domu, otworzyłam moją najnowszą perełkę, poczułam ten piękny zapach nowej książki i... przeczytałam ją na jednym wdechu. Niestety jest to temat na następny raz. Na małą zachętę dostaniecie jeden z moich ulubionych cytatów

Życzę wam miłego czytania, a ja uciekam na spotkanie z Wyśnionymi miejscami. Dobranoc, Nox






Udostępnij:

czwartek, 27 października 2016

"Delirium", "Pandemonium" i "Requiem" - Lauren Oliver

★★★★★


 Moja przygoda z trylogią Delirium zaczęła się oczywiście od pierwszego tomu, który leżał na mojej półce naprawdę długo. W przypływie ogromnej ochoty sięgnęłam po niego. Książka ma naprawdę dobre opinie i słyszałam na jej temat  dużo dobrego. Po 7 razy dziś tej samej autorki - Lauren Oliver miałam nadzieje, że wreszcie dostanę w moje ręce trylogię, w której się zakocham. Tak się też stało.
Seria Delirium opowiada o Lenie, która żyje w świecie, w którym miłość uznawana jest za chorobę - amor deliria nervosa. Jest ona zwykłą nastolatką, osieroconą w dzieciństwie i przekonaną o słuszności systemu w którym żyje. Do momentu gdy sama się zakochuje. Staje wtedy przed wyborem - wyleczyć się, czy spróbować żyć kochając.



Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest tu świat wykreowany przez autorkę. Gdy zaczynamy czytać, powoli i systematycznie pogrążamy się w nim, zapominając, że jest on wymyślony! Jest bardzo realistyczny i czuje się klimat roztoczony przez tę książkę. Każdy szczegół jest dopracowany w stu procentach i bez problemu można wniknąć w tamtą rzeczywistość.

Kolejnymi elementami dopełniającymi cały obraz budowany przez autorkę są fantastyczni bohaterowie. Każdy jest bardzo szczegółowo przedstawiony i nakreślony. Główna bohaterka serii jest silną dziewczyną, którą w stu procentach rozumiem i potrafię się z nią zidentyfikować. Nie jest irytująca, co bardzo mi przeszkadza w wielu książkach (żaden szanujący się książkoholik nie pała sympatią do każdego bohatera pierwszoplanowego). Tu jednak mogę Wam powiedzieć, że Lena jest cudowna i naprawdę da się lubić. Bohaterzy drugoplanowi także są dokładnie precyzyjnie wykreowani, co tylko pomaga nam zagłębić się w ten świat jeszcze bardziej.



Atmosfera panująca w tej pozycji jest nie do opisania. Wiem, że nawet jakbym bardzo się starała, to nie byłabym zadowolona z tego jak ją opisałam. Są momenty w których będziecie płakać jak bobry, są też takie, w których będziecie się śmiać do łez. Powoduje to jak dla mnie, że jest ona idealna i wywołuje wszystkie emocje, jakie uwielbiam czuć podczas czytania.

Cała historia tu opisana, mimo że często powtarzana w książkach młodzieżowych, jest naprawdę ciekawa. Nie mogłam się oderwać od czytania, a jak tylko skończyłam pierwszy tom od razu zamówiłam pozostałe. Trzymająca w napięciu, posiadająca ciągłe zwroty akcji i wiele wątków pobocznych, budujących napięcie i wzbudzających ciekawość.

Co także ważne, akcja i historia wiążą się ze sobą. Każda z książek jest jeszcze ciekawsza od poprzedniej. Wszystkie pozycje są jak dla mnie na tym samym idealnym poziomie, który trzymają nie zwracając uwagi na nic. Mimo, że jest to około tysiąca stron to uważam, iż z każdej strony na stronę akcja rozwija się coraz bardziej nie tracąc rozpędu.

Podsumowując, jest to najlepsza trylogia jaką miałam przyjemność czytać. Bardzo wciągająca fabuła, cudowni bohaterowie, realistyczny świat i niespodziewane zwroty akcji.... Czy można chcieć czegoś więcej? Koniecznie musicie przeczytać tę trylogię!!!

Miłego dnia!!!


Udostępnij:

wtorek, 25 października 2016

"Fangirl" - Rainbow Rowell


Sięgając po tą książkę byłam przekonana, iż będzie ona równie ciekawa co mój ostatni skarb wydany przez Raibow Rowell, a mianowicie Eleonora i Park. Niestety byłam w ogromnym błędzie. Fałszywe nadzieje rozpaliła we mnie również tematyka książki, która jest mi niezmiernie bliska, gdyż sama jestem zapaloną FanGirl. Doskonale rozumiałam podejście do życia głównej bohaterki, lecz nawet to nie uchroniło prawie 500 stronicowej książki przed porażką w moich oczach.

Sam pomysł na książkę oraz ukształtowanie i przedstawienie głównych bohaterów było bezbłędne. Wydawałoby się, że tak sprawna pisarka jak Rowell zbuduje na tych solidnych fundamentach historię jeszcze lepszą od poprzedniej. Z bólem serca odkryłam, że nie jest to książka, którą czyta się na jednym wdechu. Cała akcja jest bardzo rozciągnięta w czasie co wpływa na to, iż wątki nie tylko rozwijają się powoli, ale również nie posiadają wystarczającej dynamiki, która dostarczyłaby czytelnikowi większych wrażeń.

Cath, czyli nasz główna bohaterka, jest osobą bardzo nieśmiałą i skrytą w sobie introwertyczką. Najprawdopodobniej to właśnie przez to akcja toczy się tak wolno, spokojnie oraz bez żadnych nieprzewidzianych lub stresujących zwrotów fabularnych. Z tego powodu nie powinniśmy mieć pretensji do Rowell, ponieważ praca na tak ograniczonej bohaterce z pewnością była trudna. Nic dziwnego, ponieważ Cath to dziewczyna żyjąca książkami, tak jak większość FanGirl. Przywiązuję większą uwagę do losów jej ukochanych bohaterów niż do tego, co dzieje się za drzwiami jej pokoju. Właśnie dlatego w książce znajdziemy przeplatające się losy Cath oraz Simona Snowa. Jest to bardzo ważna oraz nierozłączna część jej życia. Za to muszę dać autorce ogromnego plusa. Świetnie pokazała ile dla FanGirl znaczą ich idole.


Możliwe, że sięgając po "Fangirl" liczyłam na opowieść, która bardziej by przypominała życie Wren (siostry bliźniaczki Cath). Nic dziwnego, że poczułam się nieco rozczarowana, gdyż siostry mają zupełnie inne charaktery. Zastanawiam się, czy nie jest to celowa działalność Rowell, która chce nam pokazać, iż istnieją 2 typy dziewczyn: te o których się pisze, oraz te o których się pisze. Wystarczy sięgnąć po jakiś typowy młodzieżowy romans, a z pewnością odnajdziemy tam główną bohaterkę, która charakterem, jak i wyglądem przypominać będzie Wren. Opisanie jej zupełnego przeciwieństwa było sporym wyzwaniem, lecz uważam, że Rowell zrobiła to całkiem przyjemnie i trafnie.

Pomimo wolnej akcji książka ma nam do zaoferowania całkiem sporą liczbę wątków, które nadają jej charakteru i niepowtarzalności. Dlatego nie chce nikogo zrazić moją opinią, ponieważ książka jest bardziej wartościowa niż pospolity młodzieżowy romans. Można się w niej doszukiwać drugiego dna oraz różnego rodzaju metafor, jak również pozwala świetnie wczuć się w sytuację Cath i zrozumieć jej postrzeganie świata, postrzeganie świata przez introwertyka. Obowiązkowa lektura każdej FanGirl, więc jeśli należycie do tego zaszczytnego grona, a nie mieliście okazji zapoznać się z "Fangirl" autorstwa Rainbow Rowell to koniecznie to nadróbcie.

Ja tymczasem wracam do czytania, a wam życzę miłego dnia. Pozdrawiam, Nox :)
Udostępnij:

piątek, 21 października 2016

"Załącznik" - Rainbow Rowell

★★★☆☆


Książka Załącznik była pierwszą pozycją z dorobku Rainbow Rowell, którą miałam okazję przeczytać. Po dość dobrych opiniach krążących o Fangirl  i Eleonorze i Parku byłam przekonana, że lektura będzie dla mnie czystą przyjemnością. Jej piękna okładka także podniosła wysokość moich oczekiwań, mimo że wiem, iż nie powinno się oceniać książki po okładce, to uważałam że kiedy coś jest tak piękne na zewnątrz, to środek także musi taki być. Tak właśnie zaliczyłam największe rozczarowanie w mojej książkowej karierze. Może nie powinnam stawiać tak wysoko poprzeczki i wówczas upadek na twarde rozczarowanie nie byłby tak bolesny... 

Zaczynając czytać poznajemy Lincolna O'Neilla, który jest niezadowolony ze swojej pracy, gdyż wyobrażał sobie, iż będzie ona polegać na budowaniu zabezpieczeń sieciowych i odpieraniu ataków hackerów, a faktycznie zajmuje się filtrowaniem emaili innych pracowników i wysyłaniem im upomnień. Pewnego dnia przez zaporę zostają zatrzymane emaile dwóch przyjaciółek - Beth i Jennifer. Ich korespondencja wciąga go do tego stopnia, że nie wysyła im nagany. Dowiadując się o coraz większej ilości spraw osobistych koleżanek z pracy zakochuje się w jednej z nich. Jednak jest już za późno, by tak po prostu wyznać jej miłość.


Powieść jest ogólnie rzecz ujmując ciekawa, ale momentami czytało mi się tak ciężko, że naprawdę całą silną wolą starałam się zostać i przebrnąć przez kolejny rozdział. Osobiście uważam, że jest ona przewidywalna. Zostaje nam tylko czekać na poznanie sposobu, w jaki stanie się nieuniknione. Może to tylko moja opinia, ale to, co Rowell zmieściła na prawie pięciuset stronach można by spokojnie ścisnąć i zmieścić na co najwyżej trzystu.

Bohaterowie także nie budzili mojej sympatii, może poza Beth i Jennifer, które uratowały mnie przed katuszami jakie spotkałyby mnie przy czytaniu tej książki bez nich. Lincoln wywoływał u mnie tylko politowanie i niechęć. Jest on mężczyzną niezdecydowanym, skrzywdzonym przez kobietę i ciągle na nowo rozpamiętującym przeszłość. Do tego dokłada się oczywiście to, że mieszka z matką i nie ma pomysłu na siebie. Matko jak ja nienawidzę takich niezdecydowanych ludzi! Na szczęście im dalej czytałam tym stawał się bardziej ogarnięty i rozumny, a także coraz bardziej się usamodzielniał, co z czasem poskutkowało ociepleniem się moich uczuć do niego. Bohaterzy drugoplanowi i trzecioplanowi nie wywoływali u mnie żadnych głębszych emocji, co prawdopodobnie wynika z krótkiego czasu, kiedy mogłam ich poznać. Jeśli mam określić te, które mi towarzyszyły, to powiem tylko, że były pozytywne.


Sam wątek emaili jest dla mnie bardzo ciekawy. To, że "przekopiowane" zostały wrzucone do książki jest wielkim plusem. Losy bohaterek przedstawione z ich perspektywy były dla mnie ciekawą lekturą. Korespondencja obu pań jest bardzo zabawna i dostarcza rozrywki podczas brnięcia przez tę historię. Ich życie wydaje mi się jedynym nieprzewidywalnym i naprawdę ciekawym elementem książki i gdyby nie on to zdecydowanie przerwałabym czytanie.

Załącznik Rainbow Rowell rozczarował mnie, ale nie powiedziałabym, że jest złą książką. Jeśli podejdziecie do czytania jak do kolejnego romansu okaże się, że po kilkudziesięciu pierwszych stronach naprawdę Wam się spodoba. Jest lekturą przyjemną i zabawną, jednak posiada kilka niedociągnięć, które prawdopodobnie wyolbrzymiłam, gdyż oczekiwałam od tej książki o wiele więcej. Wiem jednak, że to mój błąd i mam nadzieję, że nigdy już go nie popełnię. Jeśli chcecie sami poznać tą historię to koniecznie sięgnijcie po Załącznik.


Tymczasem ja życzę Wam miłego dnia i uciekam czytać.

Udostępnij:

czwartek, 20 października 2016

"Chłopak, który zkradał się do mnie przez okno"-Kirsty Moseley

★★★★☆


Nazwisko autorki Kirsty Moseley (przyznam się bez bicia) było mi obce, więc nie pałałam chęcią do przeczytania jej nowej książki Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno. Co sprawiło, że jednak znalazła się na moim czytniku? To prostsze niż myślicie... Promocja. Kupiłam ją, a po skończeniu Portretu Doriana Graya potrzebowałam czegoś, co mnie odstresuje i pozwoli skończyć myśleć o mojej duszy (ale o tym wkrótce). Tak przeczytałam tę książkę i szczerze mówiąc nie żałuję poświęconego czasu, co więcej cieszę się, że na nią trafiłam. Jest ona idealna na jesień- prosta, skonstruowana w sposób, który pozwala nam szybko czytać i co najważniejsze, miłość bohaterów wyławia nas z depresji wywołanej ciągle padającym deszczem i pochmurnym niebem (na mnie zadziałała fantastycznie).

Książka opowiada o szesnastoletniej Amber, która po traumie z dzieciństwa nie pozwala się nikomu dotknąć. Jedyne osoby, którym ufa to jej mama, brat Jake i przystojny sąsiad Liam. Ten ostatni spędza z nią od ośmiu lat prawie każdą noc. Amber dostrzega zmiany w jego zachowaniu na przestrzeni dnia - w nocy czuły, opiekuńczy i troskliwy, a w dzień arogancki i bezczelny. Główna bohaterka wie, że nie może się w nim zakochać, jednak bardzo ją kusi perspektywa związania się z tym chłopakiem.

Pozycja ta jest jedną z lektur na jeden wieczór, która ma nas odstresować po szkole, studiach czy pracy. Mimo, że porusza tematy trudne i poważne, jak przemoc w rodzinie, to nie skupia na nich dużej uwagi. Jest to jeden z kilku wątków pobocznych. Najważniejszym elementem książki jest jednak sama miłość Liama i
Amber, która pokazuje, że zdolna jest zmienić człowieka i wymóc na nim poświęcenia.

Wiele osób twierdzi, że książka jest zbyt słodka, z czym z bólem serca muszę się zgodzić - jest to jeden z jej głównych minusików.. a zapowiadało się tak świetnie. Bohaterowie są wyidealizowani aż do bólu. Nie ma na świecie ludzi, którzy byliby do siebie idealnie i perfekcyjnie dopasowani. Wierzę w prawdziwą miłość, ale bez przesady... każdy czasem się pokłóci albo ma tej drugiej osoby dość. Jednak autorka najwyraźniej nie pomyślała o tym kreując głównych bohaterów, którzy razem czasem wywoływali u mnie chęć pozostawienia książki i poczytania czegoś cięższego i bardziej realnego. Bohaterowie poboczni też pozostawiali moim zdaniem wiele do życzenia. Umówmy się, perfekcyjni pod każdym względem ludzie po prostu nie istnieją! Może na tym skończę wylewać moje żale dotyczące bohaterów, gdyż mimo idealizacji i kilku momentów, w których musiałam się zatrzymać na dziesięć sekund (lektura jest tak ciekawa, że na dłużej się nie da!) naprawdę polubiłam całą tą zgraję.

Jak dla mnie ogromnym minusem nie do wybaczenia była nierealistyczność. Mogę sobie wmówić, że to możliwe, iż tempo rozwijania się relacji tej dwójki, pomimo problemów Amber wynikających z trudnego dzieciństwa, było bardzo szybkie, ale nigdy nie uwierzę, że przez osiem lat (2922 dni) nikt ich nie przyłapał śpiących spokojnie w łóżku naszej głównej bohaterki.Jest jeszcze kilka szczegółów, których po prostu podarować nie mogę, ale je odkryjecie sami, gdy sięgniecie po Chłopaka, który zakradał się do mnie przez okno.

Może książka pod tymi względami nie jest idealna, ale Kirsty Moseley nadrabia znacznie perfekcyjnie dawkowaną akcją i zwrotami akcji, godnymi nie byle jakiego kryminału. Książka naprawdę wciąga i nie można się od niej oderwać, ponieważ Wasza ciekawość będzie tak silna, że aż nie do opanowania.
Podsumowując plusy i minusy śmiało mogę Wam polecić tę lekturę. Ma nietypową fabułę, osadzona jest w  świecie nastolatki, więc mamy tu też różne ciekawe wątki poboczne związane ze szkołą, co dla mnie jest naprawdę dużym plusem. Nie sądzę, iż zdołacie się oprzeć czarowi roztaczanemu przez bohaterów i ich miłość.  Mam nadzieję, że zdecydujecie się sięgnąć po tę książkę i sami wyrobicie sobie opinie na jej temat.



Miłego dnia!
Udostępnij: